czwartek, 4 kwietnia 2013

Rozdział 9

 
- Otóż gdy usłyszałem, że chcesz się ze mną kochać to… moje ciało zrobiło się… takie napalone. Było bardzo gorące, że inni myśleli że mam gorączkę. Czułem, że niedługo zamienię się w proch przez to napalenie. I nie wytrzymałem. Przyjechałem. Musiałem cię dotknąć, przytulić albo pocałować by je trochę  przygasić
- I przyjechałeś – powiedziałam, uśmiechnęłam się i przytuliłam go – ale… ile tu będziesz?
- Dopóki ci się nie znudzę
- A gdzie będziesz spać? – ta myśl nie dawała mi spokoju
- Chodź – powiedział po czym pociągnął mnie za sobą
- Patrz – odwrócił mnie przodem do drzwi od mojego pokoju – tu śpisz ty. A tu – odwrócił mnie o 180 ° czyli, że stałam przed drzwiami naprzeciwko mojego pokoju – a tu ja
I uśmiechnął się od ucha do ucha
- A oni wiedzieli? – wskazałam głową na schody
- Oczywiście
Zbiegłam po schodach
- Wiedzieliście i nic mi nie… - zamurowało mnie. Moi rodzice znowu się całowali. Piękny widok. Nie zauważyli mnie więc wycofałam się po cichu
- Co robią? – spytał zaciekawiony Juss
Podeszłam do niego i go pocałowałam
- To
I znowu ten zapierający dech w piersiach uśmiech. Uwielbiałam go
- Ja też chcę – powiedział Justin oblizując usta
- W pokoju – mrugnęłam do niego i go wyminęłam
Jeszcze zanim doszłam do drzwi Justin mnie wyminął. Wszedł do mojego pokoju zostawiając otwarte drzwi. Po kilku sekundach weszłam do pokoju i zamknęłam drzwi. Odwróciłam się a Justin stał za mną. I nagle wpił się w moje wargi. Całował tak soczyście, że nie umiałam się oderwać
- Jesteś gotowa? Czy później? – spytał Juss z błyskiem w oku
- Jestem gotowa. Tylko… co zrobimy jak rodzice będą chcieli wejść?
- Nic. Powiemy, że jesteśmy zajęci. Zrozumieją
I znów wpił się w moje wargi
„Usta cudowne, chłopak seksowny. Czego chcieć więcej? A ty się rodzicami przejmujesz, Głupia ty” pomyślałam i wpiłam się bardziej w usta mojego ukochanego pchając go do łóżka. Gdy dotarliśmy Justin złapał mnie za pośladki i wciągnął na łóżko. Leżałam na nim. Skończyliśmy się całować. Patrzeliśmy sobie głęboko w oczy próbując wyczytać z nich jak bardzo się kochamy. I wreszcie nadszedł ten moment. Justin powoli i delikatnie zaczął odpinać mi guziki od bluzki, aż w końcu ją ściągnął. Zrobiłam to samo z jego bluzką.  Nadszedł czas na spodnie; odpięłam jego i je zrzuciłam. Teraz moje; Juss zaczął je odpinać bardzo powoli – pewnie myślał, że nie chce. Uśmiechnęłam się szeroko na zachętę. Podziałało – przyśpieszył ruchy i po kilku sekundach i ja leżałam bez spodni. Chciałam go mieć jak najbliżej siebie, jak tylko się dało. Justin już zjeżdżał po moich plecach próbując odpiąć mój stanik. Już prawie… I pukanie do drzwi. Nie no, zawsze muszą nam przeszkadzać?!
- Dominika! Justin! Szykujcie się! Jedziemy na zakupy! – krzyczała mama
- Ok – odkrzyknęłam i zeszłam z Jussa – widzisz? I jak tu się nimi nie przejmować skoro ci stoją pod drzwiami i wrzeszczą?
- Ale ich kochasz?
- No oczywiście
- To idziemy
- Yyyyy… Nie zapomniałeś o czymś? – spytałam
- Ach. Sorki. Już, już – podszedł do mnie i uklęknął przede mną – Przepraszam panią, pani Knight, że się dzisiaj nie kochaliśmy. Obiecuję, że wkrótce będziemy
- Hahahahaha… Ty wariacie! Chodziło mi o ubranie się
- Aaaaaaaa…
Zaśmiałam się. Po 2 minutach byliśmy gotowi. Zeszliśmy na dół, a tam rodzice się całowali. Teraz to ja im zrobię na złość.
- Mamo! Tato! Jesteśmy gotowi! – krzyknęłam  stojąc na progu
- Dobra. Dobra. Nie musisz krzyczeć – powiedział tata
- Wy też krzyczeliście – uśmiechnęłam się szeroko
- Dobra... Odwdzięczyłaś się już. A teraz wsiadajcie – powiedziała mama. A tata nas lekko pchał nas do wyjścia
- Ale lekko pcha – szepnął Juss
- No wiem – odszepnęłam i zaśmiałam się. Tata spojrzał na mnie i Justina pytająco – nic, nic
Właśnie wyszliśmy na dwór i poraziło mnie słońce. Nie wiedziałam, że tak mocno świeci w Los Angeles – tak, pojechaliśmy do LA. No ale ok. Jechaliśmy nad jezioro. Nad piękne jezioro. Z tego co rodzice mówili tam się właśnie spotkali. Ach te ich wspomnienia… Justin przytulał mnie  całował tak słodko, że nie dało się tego zapomnieć. A raczej nie chciałam tego zapomnieć. Wysiedliśmy z auta i ja i Juss poszliśmy w inną stronę niż rodzice – w stronę parku. Chodziliśmy i chodziliśmy, nic takiego strasznego się nie działo. Dzieci biegały, ptaki ćwierkały, pieski biegały. Nic nadzwyczajnego. Aż do momentu gdy ujrzałam dwie osoby przytulone do siebie idące w naszą stronę. Justin zauważył moją minę i spojrzał w tamtą stronę. Rozpoznał twarze bo przycisnął moją rękę mocniej. Ja też rozpoznawałam ich

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz