czwartek, 4 kwietnia 2013

Rozdział 10

Tak. To oni na pewno oni. Moja była przyjaciółka i jej chłopak - mój były
- Nie bój się – powiedział Justin
- Dobrze. Postaram się – odpowiedziałam mu
Po kilku minutach doszliśmy do siebie
- Oooo… Kogo ja tu widzę. Czy to nie przypadkiem Dominika ?
- Czego chcesz ? – pytałam wrogo
- Oj. Nie złość się już, że ci chłopaka zabrałam, to było 2 lata temu
- Dwa czy trzy ale zabrałaś !!
- Ha ha ha. A kto to jest ? – spytała spoglądając na Jussa
- Mój chłopak
- To ty już nie jarasz się tym gejowskim Bimberem? – spytał mój były chłopak
- Jaram się. A bo co?
- Bo masz chłopaka a nadal jarasz się tym debilem, który brzydko śpiewa. I co ? Łyso ci
Justin był schowany pod czapką więc oni nie wiedzieli, że to on
- A powiedziałbyś mu to prosto w oczy?
- Hahahahaha przecież ty go nie przyprowadzisz tutaj
- Założysz się?
- Hahahaha spoko
Podaliśmy sobie ręce a ona je przecięła
- Dobra. Ściągaj czapkę – powiedziałam do Jussa a Justina ściągnął – dobra to mu mów
- Yyyy…
- Hahahaha patrz Justin jak go zamurowało
- No widzę. To co masz mi do powiedzenia? – zwrócił się do niego
- Yyyyyy… już nic
- Hahahaha spękałeś? – spytałam
- Odwal się! – syknął
- Poczekajcie chwilę –powiedziałam do nich i odwróciłam się do Jussa. Pocałowałam go –dobra. Chodź Justin. Nara – powiedziałam i zmroziłam ich jeszcze wzrokiem
- I co? Nie było tak źle
- Bo byłeś przy mnie – powiedziałam i przytuliłam go
- To… Jakie plany?
- A na co masz ochotę?
- Na Cieb… to znaczy na kawę
- Hahahahahaha. Dobra
Poszliśmy do kawiarni. Obsługiwała nas kobieta. Na oko 30 lat, może więcej. Ale najbardziej śmieszyło mnie to, że mimo, że nie widziała twarzy Justina to starała się zwracać na siebie jego uwagę, ale on wciąż patrzył na mnie. Wychodząc widziałam jak kelnerka z rezygnacją idzie do składziku odłożyć naczynia. Zaśmiałam się, bo ona tak się starała a Justina nawet nie zauważył, że ona to kobieta
- Co jest? – spytał Juss
- A nic. Śmieję się bo tamta kelnerka starała się żebyś na nią spojrzał a ty nic
- Bo dla mnie tylko ty istniejesz, kotku – odpowiedział i mnie pocałował
- Miau
I całus na zakończenie
- To gdzie idziemy?
- A gdzie piękna pani ma ochotę iść?
- A do Ciebie
- Oooo.. To droga wolna. Idziemy szybkim czy wolnym krokiem?
- Wolnym
- Jak sobie życzysz najpiękniejsza panno pod słońcem

--------------------------------------------------------------------------------------------------
Jest to ostatni rozdział na tym blogu. Kończę pisanie z tym blogiem ponieważ nie mam już weny by pisać dalej i czas mi na to nie pozwala. Ale zapraszam do bloga mojej koleżanki: http://mylive696969.blogspot.com/ ona dopiero zaczyna więc proszę o wyrozumiałość i komentarze. Z góry dziękuję

Rozdział 9

 
- Otóż gdy usłyszałem, że chcesz się ze mną kochać to… moje ciało zrobiło się… takie napalone. Było bardzo gorące, że inni myśleli że mam gorączkę. Czułem, że niedługo zamienię się w proch przez to napalenie. I nie wytrzymałem. Przyjechałem. Musiałem cię dotknąć, przytulić albo pocałować by je trochę  przygasić
- I przyjechałeś – powiedziałam, uśmiechnęłam się i przytuliłam go – ale… ile tu będziesz?
- Dopóki ci się nie znudzę
- A gdzie będziesz spać? – ta myśl nie dawała mi spokoju
- Chodź – powiedział po czym pociągnął mnie za sobą
- Patrz – odwrócił mnie przodem do drzwi od mojego pokoju – tu śpisz ty. A tu – odwrócił mnie o 180 ° czyli, że stałam przed drzwiami naprzeciwko mojego pokoju – a tu ja
I uśmiechnął się od ucha do ucha
- A oni wiedzieli? – wskazałam głową na schody
- Oczywiście
Zbiegłam po schodach
- Wiedzieliście i nic mi nie… - zamurowało mnie. Moi rodzice znowu się całowali. Piękny widok. Nie zauważyli mnie więc wycofałam się po cichu
- Co robią? – spytał zaciekawiony Juss
Podeszłam do niego i go pocałowałam
- To
I znowu ten zapierający dech w piersiach uśmiech. Uwielbiałam go
- Ja też chcę – powiedział Justin oblizując usta
- W pokoju – mrugnęłam do niego i go wyminęłam
Jeszcze zanim doszłam do drzwi Justin mnie wyminął. Wszedł do mojego pokoju zostawiając otwarte drzwi. Po kilku sekundach weszłam do pokoju i zamknęłam drzwi. Odwróciłam się a Justin stał za mną. I nagle wpił się w moje wargi. Całował tak soczyście, że nie umiałam się oderwać
- Jesteś gotowa? Czy później? – spytał Juss z błyskiem w oku
- Jestem gotowa. Tylko… co zrobimy jak rodzice będą chcieli wejść?
- Nic. Powiemy, że jesteśmy zajęci. Zrozumieją
I znów wpił się w moje wargi
„Usta cudowne, chłopak seksowny. Czego chcieć więcej? A ty się rodzicami przejmujesz, Głupia ty” pomyślałam i wpiłam się bardziej w usta mojego ukochanego pchając go do łóżka. Gdy dotarliśmy Justin złapał mnie za pośladki i wciągnął na łóżko. Leżałam na nim. Skończyliśmy się całować. Patrzeliśmy sobie głęboko w oczy próbując wyczytać z nich jak bardzo się kochamy. I wreszcie nadszedł ten moment. Justin powoli i delikatnie zaczął odpinać mi guziki od bluzki, aż w końcu ją ściągnął. Zrobiłam to samo z jego bluzką.  Nadszedł czas na spodnie; odpięłam jego i je zrzuciłam. Teraz moje; Juss zaczął je odpinać bardzo powoli – pewnie myślał, że nie chce. Uśmiechnęłam się szeroko na zachętę. Podziałało – przyśpieszył ruchy i po kilku sekundach i ja leżałam bez spodni. Chciałam go mieć jak najbliżej siebie, jak tylko się dało. Justin już zjeżdżał po moich plecach próbując odpiąć mój stanik. Już prawie… I pukanie do drzwi. Nie no, zawsze muszą nam przeszkadzać?!
- Dominika! Justin! Szykujcie się! Jedziemy na zakupy! – krzyczała mama
- Ok – odkrzyknęłam i zeszłam z Jussa – widzisz? I jak tu się nimi nie przejmować skoro ci stoją pod drzwiami i wrzeszczą?
- Ale ich kochasz?
- No oczywiście
- To idziemy
- Yyyyy… Nie zapomniałeś o czymś? – spytałam
- Ach. Sorki. Już, już – podszedł do mnie i uklęknął przede mną – Przepraszam panią, pani Knight, że się dzisiaj nie kochaliśmy. Obiecuję, że wkrótce będziemy
- Hahahahaha… Ty wariacie! Chodziło mi o ubranie się
- Aaaaaaaa…
Zaśmiałam się. Po 2 minutach byliśmy gotowi. Zeszliśmy na dół, a tam rodzice się całowali. Teraz to ja im zrobię na złość.
- Mamo! Tato! Jesteśmy gotowi! – krzyknęłam  stojąc na progu
- Dobra. Dobra. Nie musisz krzyczeć – powiedział tata
- Wy też krzyczeliście – uśmiechnęłam się szeroko
- Dobra... Odwdzięczyłaś się już. A teraz wsiadajcie – powiedziała mama. A tata nas lekko pchał nas do wyjścia
- Ale lekko pcha – szepnął Juss
- No wiem – odszepnęłam i zaśmiałam się. Tata spojrzał na mnie i Justina pytająco – nic, nic
Właśnie wyszliśmy na dwór i poraziło mnie słońce. Nie wiedziałam, że tak mocno świeci w Los Angeles – tak, pojechaliśmy do LA. No ale ok. Jechaliśmy nad jezioro. Nad piękne jezioro. Z tego co rodzice mówili tam się właśnie spotkali. Ach te ich wspomnienia… Justin przytulał mnie  całował tak słodko, że nie dało się tego zapomnieć. A raczej nie chciałam tego zapomnieć. Wysiedliśmy z auta i ja i Juss poszliśmy w inną stronę niż rodzice – w stronę parku. Chodziliśmy i chodziliśmy, nic takiego strasznego się nie działo. Dzieci biegały, ptaki ćwierkały, pieski biegały. Nic nadzwyczajnego. Aż do momentu gdy ujrzałam dwie osoby przytulone do siebie idące w naszą stronę. Justin zauważył moją minę i spojrzał w tamtą stronę. Rozpoznał twarze bo przycisnął moją rękę mocniej. Ja też rozpoznawałam ich